Uncategorized

Pamiętniki niemieckiej damy

Tuż za braćmi, Ernstem i Franzem, do Sosnowca ściągnęła również Fanny Schoen, która znalazła tu miłość. Jej mąż, Paul Lamprecht, podobnie jak Schoenowie, był saskim fabrykantem. W Sosnowcu zakupił najpierw fabrykę chemiczną, a później całkiem nieźle prosperującą papiernię. Fanny, pełniąc rolę pani domu, zajmowała się głównie wychowywaniem dzieci, urządzaniem okazałej willi Lamprechtów, organizowaniem przyjęć i… pisaniem pamiętników, przedstawiających losy rodzin Schoenów i Lamprechtów od ich nowożytnych korzeni, do współczesnych jej czasów. Dziełko to stanowi cenne, choć wymagające krytycznego spojrzenia źródło wiedzy o życiu przemysłowej elity Sosnowca na przełomie XIX i XX wieku. Autorka spisała je w okresie I wojny światowej, nie są to więc dzienniki spisywane na bieżąco, ale zachowana w pamięci narracja o czasach sprzed kilkudziesięciu lat. Pamiętniki oferują unikalne spojrzenie na codzienne życie bogatych przemysłowców, ich genealogię i koligacje, relacje towarzyskie i życie codzienne, w tym ekskluzywne pasje i wydarzenia towarzyskie, które świadczą o wystawnym stylu życia elity. Oczyma Fanny przyglądamy się też industrializacji ówczesnego Sosnowca i ważnym wydarzeniom historycznym, takich jak rewolucja 1905 roku czy I wojna światowa.

Należy jednak pamiętać, że pamiętniki Fanny Lamprecht nie są obiektywnym źródłem historycznym. Autorka pisała je z perspektywy Niemki, która niewątpliwie uważała się za członkinię elity społecznej i na miejscowych patrzyła z mieszaniną protekcjonalizmu i poczucia wyższości. Nie była oczywiście wyjątkiem w swoich czasach, jej mentalność i kultura umysłowa są bardzo typowe dla niemieckich fabrykantów w tamtym okresie. Celem jaki przyświecał Fanny, gdy podjęła się spisania swoich wspomnień, było przede wszystkim zachowanie w pamięci historii swojej rodziny i uhonorowanie jej zasług. Stąd autorka dość często koloryzuje rzeczywistość i pomija niewygodne fakty. Dodatkowo, w jej wspomnieniach pojawiają się nieścisłości odnośnie do dat i faktów, co wymaga ostrożności przy ich interpretacji.

Przez długi czas historycy w ogóle nie byli świadomi istnienia pamiętników Fanny. Nie były one, jak dowiedzieliśmy się znacznie później, przeznaczone do publikacji, ale na wewnętrzny użytek rodziny – każdy z jej członków miał otrzymać egzemplarz maszynopisu. Jeden z nich odnalazł się w Archiwum Lamprechtów, pozyskanym przez nasze muzeum w początkach XX wieku. Pamiętniki zostały wydane w 2002 roku pod tytułem „Rodziny Lamprechtów i Schönów w Sosnowcu. Wspomnienia 1857-1918”, w opracowaniu i tłumaczeniu prof. Ryszarda Kaczmarka.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

II wojna światowa, Polska Ludowa, emigracja

Do 31 sierpnia 1939 roku fabryka działała pełną parą, zatrudniając 950 robotników i 54 urzędników. Po 1 września większość pracowników została powołana do wojska, a pracownice uciekły, co doprowadziło do zatrzymania produkcji w wielu działach. W chwili wkroczenia Niemców do Sosnowca, 4 września, w przędzalni Schoenów znajdowało się 90 samoprzędzarek z 58.680 wrzecionami. W listopadzie na polecenie Centralnego Urzędu ds. Wełny w Berlinie, działalność zakładu została wznowiona, ale zakład pracował zaledwie w 1/3 swojej wydajności na jedną zmianę, pod ścisłą kontrolą władz hitlerowskich i przy okrojonej załodze, a produkty mógł sprzedawać wyłącznie „aryjskim” przedsiębiorcom. Dyrekcja deklarowała gotowość pełnego wsparcia niemieckiego wysiłku wojennego, zatrudnienie niemieckich fachowców i urzędników oraz przestawienie produkcji na wytwarzanie przędzy dla Wehrmachtu, policji i Służby Pracy Rzeszy. Część rodziny Schoen (Wilhelm, Georg i Aleksander) podpisała volkslistę. Nie ma wątpliwości, że te działania nie były wyrazem poparcia dla hitlerowskich władz okupacyjnych, ale próbą utrzymania się na powierzchni w trudnych warunkach wojennych. Dla zachowania pozorów Schoenowie przyjęli do pracy na wyższym stanowisku niemieckiego urzędnika, choć w rzeczywistości fabryką kierowali polscy prokurenci .

Wiele osób po wojnie podkreślało propolską działalność Schoenów w czasie okupacji. Jako obywatele niemieccy z Volkslisty, mieli oni swoisty immunitet i wykorzystywali to bez skrupułów przeciwko samym Niemcom. Wilhelm Schoen ofiarował 25 tys. marek niemieckich na pomoc dla Związku Walki Zbrojnej, a w 1943 roku schronienie w pałacu znalazł komendant śląskiego okresu AK Zygmunt Waler-Janke (to on miał podobno doradzić Schoenom ucieczkę z Sosnowca przed wkroczeniem tu Armii Czerwonej), który dostał klucz do prywatnej furtki i mógł przychodzić i wychodzić, kiedy tylko potrzebował . Elsa tyle razy interweniowała w sprawie uwolnienia różnych osób, że w końcu jej samej zagrożono więzieniem. Dodatkowo, Schoenowie mieli prawo używać w domu radioodbiornika (wszystkim innym, poza Niemcami, zostały one zarekwirowane), który udostępnili polskiemu podziemiu – w ten sposób do walczących Polaków docierały meldunki z Londynu . Po przegranym Powstaniu Warszawskim Schoenowie przyjęli do siebie wielu uchodźców ze stolicy. Członkowie rodzin pracowników ich zakładów, którzy zostali aresztowani przez Niemców, dostawali normalne wynagrodzenie a Elsa przez cały okres wojny prowadziła kuchnię dla ubogich, wpierała finansowo lub zatrudniała w pałacu osoby, które pozostawały w trudnej sytuacji materialnej. Dużo pań z inteligencji pracowało w ogrodzie i parku, unikając w ten sposób wywozu do Niemiec .

W 1942 roku Niemcy ewakuowali pracowników zakładów „C.G. Schoen” z kolonii robotniczej na ulicy Chemicznej i rozpoczęli tworzenie tam getta żydowskiego. Członkowie rodziny Schoenów mogli już tylko bezradnie patrzeć na dręczonych Żydów i ich wywózki do obozów zagłady. Tutaj rozlega się wielki płacz i krzyk, ponieważ znowu wielu Żydów zostało wysiedlonych, a ciotka Ali i wujek Roman [Alicja Nordman i Roman Lamprecht, dzieci Fanny – dop. A.M.] zastanawiają się jak przy tym coś dla nich zrobić – pisała Fanny do wnuczki Ewy. Paru Żydów Schoenowie ukryli w kotłowni w pałacu na Środulce, a Wilhelm Schoen, zatrudnił na stanowisku swojego pełnomocnika niemieckiego Żyda, Ernesta Bruehla (swojego kontrahenta), dzięki czemu udało się uratować całą jego rodzinę .

Losy synów Wilhelma i Elsy potoczyły się bardzo różnie. Borys Schoen walczył w kampanii wrześniowej jako oficer wojska polskiego. Dostał się do niewoli radzieckiej i cudem uniknął śmierci w Katyniu, a potem z armią gen. Andersa walczył na wschodzie i pod Monte Cassino, gdzie został ranny. dotarł do Palestyny i tam na skutek odniesionych ran zmarł. Pochowany jest na polsko-brytyjskim cmentarzu wojskowym w Ramallah. Aleksander Schoen służył w niemieckim wojsku, ale zdezerterował i pod zmienionym nazwiskiem przetrwał wojnę działając w ruchu oporu, jako łącznik AK, w Zawierciu. Paul Alfred Schoen samookaleczył się (złamał sobie nogę), aby uniknąć wcielenia do niemieckiego wojska. Po tych wydarzeniach miał wyjechać do Anglii i służyć w RAF, po wojnie miał też brać dział w dokumentowaniu zbrodni nazistów w KL Auschwitz. Ostatecznie osiadł w Brazylii.

Gdy było już wiadomo, że Niemcy wojny nie wygrają a do Sosnowca nieuchronnie zbliżała się Armia Czerwona, pozostała przy życiu rodzina Schoenów podzieliła się. Część została w Polsce, część opuściła miasto, wiedząc, że Sowieci będą mieć co najmniej dwa powody, by pomóc im opuścić ten świat – Schoenowie byli nie tylko niemieckimi obywatelami, ale też zamożną przemysłową burżuazją. Georg Schoen (syn Wilhelma i Elsy Schoenów) z żoną oraz Marie Luise wraz z rodziną przez Holandię wyemigrowali do Brazylii. Wraz z nimi wyjechała wówczas ich matka Elsa Schoen. Rodzinie udało się wywieźć część gotówki, biżuterię, futra i obrazy, co pozwoliło im dość przyzwoicie urządzić się za oceanem. Wilhelm Schoen nie zdążył dołączyć do żony i dzieci, zmarł w 1945 roku w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach.

Aleksander Schoen został po wojnie w Polsce, pracując początkowo jako kierownik w Zakładach Konfekcji Włókienniczej POLNAM w Częstochowie. Potem został zdegradowany – komunistyczne władzy były wobec niego nieufne z powodu pochodzenia. W 1955 roku zmarła na dyfteryt jego córeczka Magdalena, urodzona jeszcze w trakcie wojny. Na cmentarzu ewangelickim w Sosnowcu znajduje się jej nagrobek, podpisany „Magdusia Schon” z datami życia 1943-1955. Żona Aleksandra, Elżbieta wraz z drugą córką Zuzanną w latach 60-tych wyjechały do Paryża.

Warto nadmienić, że w okresie II wojny światowej w zabudowaniach byłej fabryki Schoena przy ul. 1 Maja funkcjonowały organy nazistowskiej represji, od października 1939 r. Judenlager, od 1 kwietnia do 20 maja 1940 obóz przejściowy (jego więźniowie polityczni trafiali do KL Auschwitz), a następnie, aż do 1941 roku Policyjne Więzienie Zastępcze.

Wraz z końcem II wojny, z powojennego chaosu wyłoniło się nowe państwo – socjalistyczna Polska Ludowa. Dla najbogatszych warstw społecznych nie był to dobry czas. Nie tylko utracili swoje uprzywilejowane pozycje w społeczeństwie, ale zostali pozbawieni majątków i przedsiębiorstw. Przędzalnia Schoena, podobnie jak dziesiątki innych fabryk, została znacjonalizowana i wraz z dawną przędzalnią Heinricha Dietla działała w ramach Zjednoczonych Zakładów Przemysłu Wełnianego C. G. Schön i H. Dietel. Potem przedsiębiorstwo wielokrotnie zmieniało nazwę, przez chwilę przędzalnie rozdzielono, potem znów połączono. Od 1967 roku funkcjonowały oddzielnie: Przędzalnia Czesankowa ,,Politex” (dawne zakłady Dietla) oraz Przędzalnia Czesankowa „Intertex” (dawne zakłady Schoena) i pod tymi nazwami kojarzą je obecnie mieszkańcy Sosnowca. Obie obecnie są zlikwidowane.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Pasje i rozrywki

Wolny czas Schoenowie spędzali aktywnie. Członkowie rodziny odwiedzali się wzajemnie, Lamprechtowie z dziećmi często bywali u „wuja Franza” (gdzie można było zagrać tenisa na prywatnym korcie ), u „wuja Ernsta” , ale też u Heinricha Dietla . W obu schoenowskich pałacach, na Środulce i w Sielcu, organizowane były publiczne bale i przyjęcia, ale też imprezy rodzinne. Schoenowie i Lamprechtowie zaszczycali też swoją obecnością inne imprezy towarzyskie w Sosnowcu, na przykład w „Sielcer Klub der Deutchen”. Nasze towarzystwo rekrutowało się z osiadłych miejscowych wielkich przemysłowców i ich dyrektorów, a także wyższych urzędników i oficerów rosyjskiego rządu. – pisała Fanny. Przybliżała też ekscentryczne obyczaje swoich braci.

Franz i Ernst […] codziennie ich powozem przejeżdżali granicę rosyjską w Modrzejowie, docierając do niemieckiej granicy w Mysłowicach. Tam odbierali pocztę, listy, gazety […]. Codziennie jechali tam koło piątej po południu, a kiedy już załatwili swoje sprawy, wtedy rozkoszowali się swoim ulubionym piwem – „Pilsner Urquell”, które u nas, w Polsce, tylko było miernym naśladownictwem tego prawdziwego. Lokal i przy tym Hotel Grunwald, gdzie spędzali ten czas, był zwany „Watykanem”. Tam spotykali się zazwyczaj najbardziej honorowi i czcigodni obywatele Mysłowic na wieczorne spotkania […]. Dla tych mężczyzn, żyjących zawsze w tak dużym napięciu, było codziennie wspaniałym relaksem, ze względu na możliwość przejażdżki po świeżym powietrzu i skosztowanie apetycznego pilsnera.

Jeszcze przed I wojną światową Schoenowie założyli w Sosnowcu klub jazdy konnej, którego prezesem był Wilhelm Schoen i w którym spotykała się elita towarzyska Sosnowca. We wschodniej części posiadłości Ernsta Schoena, tuż obok Przemszy, wybudowano w 1911 roku ujeżdżalnię z całym wyposażeniem. Budynek miał widownię i ubikacje dla widzów. W sezonie organizowano różnego rodzaju imprezy jeździeckie, pokazy jazdy kadrylowej i zawody z udziałem oficerów i żołnierzy. W sporcie tym odnajdywała się niemal cała rodzina. Alexander Lamprecht z pasją trenował swoje pokazowe konie, Doggen i Pony, Wilhelm Schoen natomiast regularnie wygrywał różnego rodzaju zawody jeździeckie w kraju i reprezentował Polskę w międzynarodowych imprezach hippicznych. Najbardziej dumny był z konia o imieniu Dorian. Ogier był zwycięzcą wielu europejskich gonitw i doczekał u Schoenów późnej starości. Wilhelm fundował też nagrody w różnych konkursach – jeźdźcy rywalizowali o „puchar prezesa Wilhelma Schoena”.

Schoenowie lubili sport, grali w tenisa, skata i w kręgle – kręgielnia powstała w 1900 na terenie posiadłości Ernsta we wschodniej części parku. Byli też w Sosnowcu pionierami zupełnie wówczas nowego sportu, czyli kolarstwa. Kochali muzykę, słuchali różnych utworów z mechanicznych aparatów i chętnie tańczyli. Fanny i jej rodzina jeździli do Mysłowic na próby i koncerty działającego tam przy ewangelickiej parafii chóru „Harmonie”, którego byli członkami, grali też na pianinie i fortepianie.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Przemysłowcy, społecznicy, filantropi

Niemal wszystkie rozwijające się w XIX wieku ośrodki przemysłowe w Europie borykały się z podobnymi problemami, związanymi z ogromnym rozwarstwieniem majątkowym. Wszyscy znamy nakreślone przez Charlesa Dickensa w jego książkach, a inspirowane realiami życia w ówczesnym Londynie obrazy żyjących w skrajnie nędzy sierot, robotników, służących. Kontrastowało z nimi wystawne życie zamożnych elit. Nie inaczej było z Sosnowcem. Osada w ciągu kilkudziesięciu lat zwielokrotniła liczbę mieszkańców, posiadała co prawda teatr, szkołę średnią, dworzec kolejowy, pięć restauracji i hotele, ale z drugiej strony straszyła chaotyczną zabudową mieszkalną, wzniesioną często bez pozwolenia i z byle czego i niewybrukowanymi, nieoświetlonymi ulicami, które tonęły w błocie. Poza pałacowymi enklawami, których mieszkańcy żyli na nieporównywalnie lepszym poziomie, nie było też elektryczności i nie istniała kanalizacja, a większość mieszkańców z trudem mogła się utrzymać z marnej robotniczej pensji. Równolegle intensywnie rozwijała się sfera działalności charytatywnej, powstawały liczne towarzystwa dobroczynne, ale też różnorakie instytucje użyteczności publicznej, których nie było w stanie zapewnić państwo – przytułki i stołówki dla biednych, szpitale, kościoły. Były to inicjatywy bogatszej części społeczeństwa, nie zawsze zresztą podejmowane wyłącznie z dobroci serca, ale również w celu poprawy wizerunku, zaprezentowania swojego statusu i ukrycia prawdziwych warunków pracy w zakładzie tego czy innego filantropa.

W przypadku fabrykantów prowadzących działalność w zaborze rosyjskim dochodził jeszcze jeden czynnik – demonstracja lojalności względem władz carskich. Stąd duże środki, które przeznaczali bracia Franz i Ernst na wsparcie sosnowieckiej parafii prawosławnej. Przede wszystkim współfinansowali budowę sosnowieckiej cerkwi pw. Wiary, Nadziei, Miłości i ich Matki Zofii znajdującej się przy ulicy Kilińskiego (jedyna zachowana do dziś sosnowiecka cerkiew), ofiarowując na ten cel 25 000 rubli. Franz pełnił nawet funkcję prezesa budowlanego świątyni. Z schoenowskich pieniędzy zakupiono tzw. korkowy dywan (linoleum), którym pokryto podłogę w cerkwi, a także dębowy, rzeźbiony ikonostas, wykonany przez moskiewskiego mistrza Liebiedewa. Franz udzielił też kredytu w wysokości 2.400 rubli na wzniesienie tzw. szkoły cerkiewno – parafialnej, a w 1897 roku przekazał 5.000 rubli na budowę kamiennego ogrodzenia, okalającego cmentarz prawosławny i ofiarował 300 sadzonek drzew i krzewów, które miały zostać na nim posadzone.

Nie była to oczywiście jedyna inicjatywy społeczne saksońskich fabrykantów. W 1900 roku uruchomiona została w Sielcu 2-klasowa męska i żeńska szkoła fabryczna, której jednymi z fundatorów byli Schonowie. Wywodziła się ona ze szkoły działającej przy hucie „Katarzyna”, która jednak szybko stała się zbyt mała, by pomieścić wszystkie okoliczne dzieci. W nowym budynku szkolnym, utrzymywanym przez zarządy sześciu zakładów przemysłowych, znajdowało się 27 sal lekcyjnych, duża aula, dwie biblioteki, sala gimnastyczna oraz sala do śpiewu z bardzo drogą fisharmonią. Łącznie uczyło się w niej w pierwszym roku działalności 1259 dzieci . W latach 1909-1910 Franz i Ernst Schoen własnym sumptem ogrodzili cmentarze: katolicki i ewangelicki przy ulicy Smutnej w Sosnowcu, a w ich pobliżu wybudowali przytułek dla starców. Działalność społeczna i dobroczynna Schoenów była więc szeroko zakrojona i odcisnęła tak duży ślad w zbiorowej pamięci, że jeszcze w okresie międzywojennym, już po śmierci Franza i Ernsta, krążyły na ten temat miejskie legendy. Rozpowszechniona była na przykład, raczej anegdotyczna niż prawdziwa, opowiastka o rywalizacji Schoenów i innego sosnowieckiego fabrykanta zajmującego się produkcją wełny, Heinricha Dietla o to „kto da więcej na cmentarz”:

Gdy ks. Millbert, pastor Uthke i pop Lewicki chodzili zbierać składki na oparkanienie trzech razem leżących cmentarzy w Sosnowcu, i przybyli do p. Ditla, ten zapytał ich, czy już byli u Schoena, a gdy otrzymali odpowiedź przeczącą, to im powiedział: „idźcie do Scheona, a ile on da, to ja dam dwa razy tyle”. Dowiedziawszy się o tem p. Schoen, zakomunikował powyższym, aby nie zbierali składek na cel powyższy, on bowiem parkan ten sam swoim kosztem wybuduje, a p. Ditel niech wtedy da dwa razy tyle ile to będzie kosztowało.

„Gazeta robotnicza. Organ Polskiej Partji Socjalistycznej Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego” 11 XII 1925, R. XXX, Nr. 284.

Jedną z ważniejszych inicjatyw społecznych, którą wraz z innymi przemysłowcami wsparli bracia Schoen, były starania o nadanie praw miejskich rozwijającej się osadzie Sosnowice. W tym celu powołano specjalny komitet, któremu przewodniczył Franz Schoen i który zebrać miał 200.000 rubli wśród najbogatszych mieszkańców, przemysłowców i kupców na pierwsze miejskie inwestycje. Organizacja struktur miejskich wymagała bowiem pieniędzy, z jednej strony na budowę i wyposażenie magistratu, z drugiej na całą infrastrukturę publiczną. Mieszkańcy na przestrzeni kilku lat złożyli szereg wniosków, które ginęły w urzędniczej machinie. Ostatecznie jednak, zapewne między innymi dzięki pozakulisowymi działaniom fabrykantów, w dniu 23 czerwca (10 czerwca według starego stylu) 1902 car podpisał decyzję o przekształceniu wsi Sosnowice w miasto, obejmujące swoim zasięgiem tereny wsi: Sosnowiec, Pogoń, Ostra Górka, Sielec, Radocha, osada Blumentala z Niwki oraz tereny Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Tu jednak zaczęły się schody. Obiecanych 200.000 rubli magistrat nigdy nie zobaczył, bo przedsiębiorcy zwyczajnie wycofali się ze swoich zobowiązań. Dla nich nadanie praw miejskich oznaczało szereg korzyści, nie musieli już przyjmować rosyjskiego obywatelstwa, żeby zakupić nieruchomości i mogli budować w pasie granicznym, co w przypadku wsi było zabronione. Elektryfikacja czy kanalizacja miasta nie stanowiły priorytetu, jako że ich własne siedziby takie zdobycze cywilizacyjne już dawno posiadały. Budynku ratusza Sosnowiec doczekał się dopiero w latach 30. XX wieku. Mimo to Franz Schoen zasiadł w pierwszej radzie miasta i był jednym z czterech radnych honorowych .

W okresie międzywojennym fabryka pełniła istotną rolę w życiu społecznym mieszkańców Sosnowca. W pomieszczeniach fabrycznych działał klub pracowników, w ramach którego odbywały się różnego rodzaju zabawy i spotkania towarzyskie. W 1937 roku przekształcono go w stację opieki nad Matką i Dzieckiem wraz z kuchnią mleczną i żłobkiem dla niemowląt . Schoenowie udostępniali sale na potrzeby Ligi Katolickiej Kobiet, a także na popisy śpiewu młodzieży szkolnej, koncerty, przedstawienia teatralne i inne wydarzenia artystyczne. Firma C.G. Schoen wspierała finansowo komitet dożywiania dzieci przy szkole podstawowej nr 10 w Sosnowcu a także fundusz stypendialny dla sierot kształcących się w przemyśle. Szczególnie wyczulona na pomoc uboższym miała być Elsa Schoen, która niemal całe życie prowadziła szeroką działalność charytatywną. Łożyła na sierociniec prowadzony przy ulicy Wiejskiej przez siostry karmelitanki, urządzała w parku zabawy dla ubogich dzieci, połączone z wręczaniem prezentów, czy święconkę dla biednych w okresie świąt Wielkiej Nocy.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Schoenowie w międzywojennej Polsce

Gdy obie fabryki działały pełną parą, jeszcze pod koniec XIX wieku w Sosnowcu zaroiło się od Schoenów. Do pomocy wujom przybyli młodsi krewni, bratankowie Franza, Ernsta i Fanny. W 1890 przyjechał Oskar, który zaangażował się w pracy w przędzalni Ernsta na Środulce. Był dobrze wykształcony, znał kilka języków obcych i świetnie mu szły negocjacje handlowe. W 1896 roku zjawił się Wilhelm, nazywany pieszczotliwie Willy, który także podjął pracę w fabryce na Środulce i wkrótce ożenił się z Elsą, córką Franza i Emmy Schoenów, swoją siostrą stryjeczną. Był to czas największego prosperity, wtedy powstałt

Z początkiem 1905 roku, przez Zagłębie przetoczyła się rewolucyjna fala, przynosząc ze sobą strajki, starcia z wojskiem i śmierć ponad 40 robotników, zastrzelonych przez carskich żołnierzy pod hutą „Katarzyna”. Pracownicy przemysłowi domagali się podwyżki wynagrodzeń, skrócenia czasu pracy (który rzeczywiście został zmniejszony z 11 do 10 godzin), zabezpieczenia emerytalnego, poprawy opieki zdrowotnej i utworzenia szkół dla swoich dzieci. W zakładach Schoenów również zaczęło się od burzliwego strajku, ale ostatecznie wydarzenia przybrały dramatyczny przebieg. Do pacyfikacji strajku skierowano oddziały kozaków, niezwykle okrutną sekcję wojsk carskich. W ramach zemsty rewolucjoniści zastrzelili Oskara Schoena.

O ile I wojna światowa oszczędziła Sosnowiec, o tyle sporych strat przysporzyły wycofujący się w 1918 roku Niemcy. Plądrując przędzalnie Schoenów, okupanci wywieźli z nich motory elektryczne, elementy maszyn i urządzeń, cenne artykuły techniczne, pasy transmisyjne, a także surowiec i półprodukty. Okres po I wojnie też nie był dla schoenowskich zakładów łatwy. Po ponad 40 latach funkcjonowania w granicach carskiej Rosji, fabrykanci, nie ruszając się z Sosnowca, stali się obywatelami nowego kraju, jakim była odrodzona II Rzeczpospolita Polska. Nagle z pola widzenia zniknął ogromny i chłonny rynek rosyjski, który był głównym targetem dla produkcji przędzalni Schoenów. Przepadła ta część kapitału, która złożona była w rosyjskich bankach. W nową epokę firma wchodziła z dużymi stratami materialnymi. Obie fabryki, wigoniowa na Sielcu i czesankowa na Środulce wznowiły w tym czasie produkcję, ale ta pierwsza była tak zdewastowana, że w 1921 roku została zamknięta.

Wszystkie te problemy zbiegły się ze śmiercią założycieli sosnowieckich przędzalni – Franz Schoen odszedł 22 maja 1918 roku, Ernst 8 września 1919 roku. Powojenne straty, zawirowania na rynku oraz problemy finansowe zmusiły rodzinę do dokonania reorganizacji prawnej i założenia Spółki Akcyjnej Zakłady Przemysłu Włókienniczego C.G. Schön, na czele której stanął Wilhelm Schoen (udziały posiadała także piątka jego dzieci). Posiadając duże doświadczenie i znakomity zmysł do interesów, Willy wyrósł wówczas na głowę rodu i wyprowadził spółkę na prostą. Zachowanie płynności finansowej miało jednak swój koszt – Schoenowie zlikwidowali przędzalnię na Sielcu, a pałac wydzierżawili miastu na potrzeby Sądu Rejonowego. W 1925 roku ostatecznie dawna rezydencja Franza i Emmy Schoenów została sprzedana skarbowi państwa.

Po nową dyrekcją, w 1922 roku zakłady C.G. Schön osiągnęły 75% produkcji z czasów przedwojennych i w ciągu 3 miesięcy zwiększyły zatrudnienie z 800 do 1600 ludzi. Poza wełną, fabryka na Środulce produkowała również potaż i lanolinę. Wilhelm Schoen określany był jako ten, który utorował polskiej wełnie drogę za ocean, eksportując ją do Japonii i Indii Angielskich tranzytem przez Hamburg. Poza tym eksportowano też przez Gdańsk do Niemiec, Anglii i Norwegii, Holandii, Danii, Szwecji, Austrii, Turcji, Południowej Afryki, Kolumbii i USA. Dobra passa nie trwała jednak długo. Okres międzywojenny był czasem niemal nieustannych tąpnięć w gospodarce. W 1923 roku zakłady Schoenów odczuły skutki hiperinflacji. Przez krótki czas nie tylko prezes Wilhelm Schoen, ale też jego pracownicy byli milionerami. Kryzys walutowy zahamowały w 1924 roku dopiero reformy Władysława Grabskiego i zastąpienie marki złotym polskim, ale już w początkiem kolejnego roku rozpoczęła się wojna celna z Niemcami. Jeszcze w styczniu 1925 roku Zakłady zatrudniały 1474 pracowników, podczas gdy na jesień zatrudnienie wynosiło około 1100 osób. W 1928 roku kapitalistyczna gospodarka zachodnia zaczęła powoli staczać się w kierunku największego kryzysu w swojej historii. W maju tego roku spółka C.G. Schoen zapowiedziała zwolnienie aż 1000 osób załogi i zredukowanie zmian w systemie pracy zakładu z dwóch do jednej, co spowodowało żywiołowe strajki zdesperowanej załogi. W związku z gwałtownym spadkiem cen wełny w 1929 roku oraz masową niewypłacalnością odbiorców w latach 1930-1932 przedsiębiorstwo poniosło bardzo duże straty. Właściciele zaciągnęli wówczas wielomilionowe kredyty w Holandii. Wielki Kryzys osiągnął apogeum w 1932 roku. Od połowy lat 30. XX wieku sytuacja gospodarcza zaczęła się systematycznie poprawiać, jednak zyskom i produkcji daleko było do wyników z czasów świetności. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, w 1938 roku w ramach zakładu funkcjonowała czesalnia, przędzalnia i farbiarnia wełny czesankowej, w których pracowało 58 620 wrzecion francuskich i 13 284 wrzecion niciarek. Zatrudnienie wynosiło 809 robotników i 52 urzędników, a wełna sprzedawana była w około 90% w Polsce (Bielsko, Łódź, Warszawa, Kraków, Lwów) i w około 10% za granicą (Holandia, Dania, Norwegia, Turcja i Bułgaria).

Pomimo wszystkich tych problemów, w listopadzie 1937 roku hucznie obchodzono pięćdziesięciolecie istnienia firmy C.G. Schoen w Sosnowcu i jednocześnie jubileusz 40-lecia pracy Wilhelma Schoena, który rok wcześniej otrzymał od polskich władz Złoty Krzyż Zasługi za osiągnięcia ekonomiczne. Dorastające w okresie międzywojennym drugie i trzecie pokolenie Schoenów miało już inną mentalność i światopogląd. Bliżej im było do sosnowieckiego heimatu, niż do Saksonii, dalekiego kraju przodków. Wyrośli w wielokulturowym mieście, w styczności nie tylko z niemiecką, ale też polską i rosyjską kulturą. Wchodzili w związki małżeńskie z Polkami i Polakami i sami się polonizowali, Elsa stała się Elżbietą (podpisywała się Elżbieta Schönowa, z typowo polską odmężowską końcówką nazwiska) i zasłynęła ze swojej działalności dobroczynnej. Wszystko to będzie miało niebagatelny wpływ na postawę rodziny w czasie II wojny światowej.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Pamiętniki niemieckiej damy

Tuż za braćmi, Ernstem i Franzem, do Sosnowca ściągnęła również Fanny Schoen, która znalazła tu miłość. Jej mąż, Paul Lamprecht, podobnie jak Schoenowie, był saskim fabrykantem. W Sosnowcu zakupił najpierw fabrykę chemiczną, a później całkiem nieźle prosperującą papiernię. Fanny, pełniąc rolę pani domu, zajmowała się głównie wychowywaniem dzieci, urządzaniem okazałej willi Lamprechtów, organizowaniem przyjęć i… pisaniem pamiętników, przedstawiających losy rodzin Schoenów i Lamprechtów od ich nowożytnych korzeni, do współczesnych jej czasów. Dziełko to stanowi cenne, choć wymagające krytycznego spojrzenia źródło wiedzy o życiu przemysłowej elity Sosnowca na przełomie XIX i XX wieku. Autorka spisała je w okresie I wojny światowej, nie są to więc dzienniki spisywane na bieżąco, ale zachowana w pamięci narracja o czasach sprzed kilkudziesięciu lat. Pamiętniki oferują unikalne spojrzenie na codzienne życie bogatych przemysłowców, ich genealogię i koligacje, relacje towarzyskie i życie codzienne, w tym ekskluzywne pasje i wydarzenia towarzyskie, które świadczą o wystawnym stylu życia elity. Oczyma Fanny przyglądamy się też industrializacji ówczesnego Sosnowca i ważnym wydarzeniom historycznym, takich jak rewolucja 1905 roku czy I wojna światowa.

Należy jednak pamiętać, że pamiętniki Fanny Lamprecht nie są obiektywnym źródłem historycznym. Autorka pisała je z perspektywy Niemki, która niewątpliwie uważała się za członkinię elity społecznej i na miejscowych patrzyła z mieszaniną protekcjonalizmu i poczucia wyższości. Nie była oczywiście wyjątkiem w swoich czasach, jej mentalność i kultura umysłowa są bardzo typowe dla niemieckich fabrykantów w tamtym okresie. Celem jaki przyświecał Fanny, gdy podjęła się spisania swoich wspomnień, było przede wszystkim zachowanie w pamięci historii swojej rodziny i uhonorowanie jej zasług. Stąd autorka dość często koloryzuje rzeczywistość i pomija niewygodne fakty. Dodatkowo, w jej wspomnieniach pojawiają się nieścisłości odnośnie do dat i faktów, co wymaga ostrożności przy ich interpretacji.

Przez długi czas historycy w ogóle nie byli świadomi istnienia pamiętników Fanny. Nie były one, jak dowiedzieliśmy się znacznie później, przeznaczone do publikacji, ale na wewnętrzny użytek rodziny – każdy z jej członków miał otrzymać egzemplarz maszynopisu. Jeden z nich odnalazł się w Archiwum Lamprechtów, pozyskanym przez nasze muzeum w początkach XX wieku. Pamiętniki zostały wydane w 2002 roku pod tytułem „Rodziny Lamprechtów i Schönów w Sosnowcu. Wspomnienia 1857-1918”, w opracowaniu i tłumaczeniu prof. Ryszarda Kaczmarka.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Franz i Ernst – bracia pionierzy

Firma C.G. Schoen była marką, jakbyśmy to dziś powiedzieli, parasolową. Obie sosnowieckie przędzalnie – wybudowana przez Franza w 1879 przędzalnia wełny wigoniowej na Sielcu i druga, wełny czesankowej, wzniesiona przez Ernsta na Środulce w latach 1886-1887 – mimo że zarządzane osobno przez braci, w rzeczywistości były częścią jednego dużego rodzinnego biznesu, na który składały się też fabryki w rodzinnym Werdau, w Zwickau i moskiewskie biuro sprzedaży. Georg Schoen w swoich pamiętnikach przytoczył słowa świętego kontraktu, którego trzymali się krewni: Wszystkie zyski i straty idą do jednego garnka. Synowie mogą pracować we firmie, a córki otrzymując posag i niech się nie wtrącają do interesów.

Motorem napędowym dla rozwoju sosnowieckich fabryk Schoenów było początkowo wsparcie z Saksonii. Z rodzinnych stron Schoenowie sprowadzali doświadczonych majstrów i wykwalifikowanych robotników, którzy posiadali niezbędne know-how i szkolili miejscowych mieszkańców. Początkowo surowiec sprowadzano z Rosji, a później gdy już interes znacznie się rozkręcił, to również z Australii, Ameryki Południowej, Egiptu, Chin i Indii.

Oba kompleksy fabryczne rozwijały się w imponującym tempie a na ich terenie systematycznie powstawały nowe obiekty o funkcjach pomocniczych, warsztaty, magazyny, stajnie, ale też budynki mieszkalne dla pracowników, głównie średniej i wyższej kadry Architektura obiektów przemysłowych była wówczas równie kunsztowna, co budynków mieszkalnych. Fabryka, poza swoją funkcją czysto użytkową, była również swoistą wizytówką właściciela, dlatego dbano o to, żeby budynki były estetyczne i spójne pod względem stylu. Nawet kurnik, usytuowany w kompleksie fabrycznym na Środulce, przy torach Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, zaprojektowany był z dbałością o najmniejsze detale, ciesząc oko dekorowaną elewacją. Na przełomie XIX i XX wieku Reprezentacyjne siedziby lokowano tuż obok fabryki. Chodziło nie tylko o to, by właściciel mógł ściśle nadzorować proces produkcyjny, ale również o względy praktyczne. Ogrzewanie domów mieszkalnych zapewniane było przez system rurociągów, którymi dostarczano ciepło technologiczne pochodzące z fabryki. Schoenowie zastosowali system, który pozwalał na tzw. kogenerację (choć wtedy tak tego nie nazywano) – para z jednego źródła napędzała maszyny, wytwarzała prąd i ogrzewała budynki. Całość stanowiła jeden ogromny i świetnie funkcjonujący mechanizm, prawdziwe, samowystarczalne „miasto w mieście”.

Obie sosnowieckie fabryki stanowiły inwestycję na ogromną skalę, która pochłonęła niemały kapitał przywieziony z Saksonii, ale niewątpliwie szybko się zwróciła. Ernst zatrudniał około 2200 robotników. Przędzalnia na Sielcu była nieco mniejsza, pracowało w niej około 1200 ludzi i kolejne 1000 w fabryce trykotaży. W szczycie produkcji, tuż przed I wojną światową, w przędzalni czesankowej na Środulce było 59 tys. wrzecion, a w fabryce na Sielcu – 40 tys. wrzecion.

Pod kierunkiem mojego brata Ernsta, znanego ze swojej stanowczości i rozsądku, jak też dzięki jego niestrudzonej, pilnej pracy, oraz marki, jaką miała już przędza czesankowa Schoenów, produkty z fabryk z Zwickau, Werdau i w Sosnowicach, gdzie wytwarzano przędzę czesankową, bawełnę i przędzę wigoniową, wkrótce znane były w całym kraju i na całym kontynencie – pisała Fanny Lamprecht w swoich pamiętnikach.

Fabryka na Środulce była większa i rozwijała się szybciej, bo produkowała dobrej jakości wełnę czesankową. Wełna wigoniowa, mimo że dużo tańsza, dość szybko wyszła z użytku, bo była ciężka i łatwo się filcowała . W 1907 roku wskutek katastrofalnego pożaru przędzalnia wigoniowa i fabryka trykotaży w Sielcu doszczętnie spłonęły. Na szczęście udało się uzyskać odszkodowanie. Przędzalnia została odbudowana, ale Franz już wiedział, że musi zdywersyfikować produkcję. W miejsce zakładu dziewiarskiego uruchomiono fabrykę waty higroskopijnej, przędzalnię przędzy odpadkowej i tkalnię grubych ścierek. W szczególności wata była produktem poszukiwanym wówczas na rynku, co pokazuje że Scheonowie potrafili śledzić sytuację gospodarczą i elastycznie na nią reagować.

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Sosnowiec w oczach swoich i obcych

Już niedługo pojawi Osada Sosnowice w XIX wieku uległa głębokim przeobrażeniom, stając się najpierw wsią, a później, w 1902 roku miastem. W międzyczasie, dzięki rozwojowi przemysłu, zdążyła niebywale się rozrosnąć i ugościć tysiące nowych mieszkańców. Jak grzyby po deszczu powstawały kolejne kopalnie, huty i fabryki, ale za szalonym tempem industrializacji nie nadążał rozwój infrastruktury. Sosnowice straszyły przyjezdnych niewybrukowanymi, regularnie spływającymi błotem ulicami, brakiem kanalizacji i oświetlenia ulicznego oraz chaotyczną zabudową. Oto, jak obraz miasta charakteryzowali publicyści na przełomie XIX i XX wieku.

Typowy sposób budowy domów i kamienic prywatnych jest taki, że obywatel chcący posiadać dom własny, uznawszy swe wiadomości architektoniczne za dostateczne, kreśli kijem na podwórzu plan, bierze dla oszczędności partaczy rzemieślników, przy ich pomocy lepi literalnie ściany z piachu i kamieni lub przepalonej gliny […]; piętra przedziela belkami, których wytrzymałość wypróbowywał własnym ciężarem, pokrywa to wszystko dachem; wnętrze impresjonistycznie wymaluje i oddaje taki dom na usługi niecierpliwie już oczekujących lokatorów.

[…]

Gorączka budowlana nie pozwala nawet na ściślejszą kontrolę znajomości ich fachu. Potrzeba murarzy, więc, kto przyjdzie na robotę z kielnią i pionem i przysięgnie się, że już od dawna muruje, tego się stawia do muru i jazda.

Edmunt Telakowski, Jak to Sosnowiec ongiś budowano, „Kalendarz-Rocznik Sosnowiecki na rok 1899”, s. 164-167

—————————

Ruch budowlany przybrał w tym roku niebywałe rozmiary. Wyrosły w naszej błotnistej dziurze domy dwu i trzypiętrowe, przeważnie tandeta podwzględem technicznym i doboru materjałów. Niektóre domy już grożą zawaleniem. Powstają one bezładną gromadą; zarząd przyszłego miasta będzie miał krzyż pański z regulacją ulic. Sosnowiec wywiera wrażenie jakiegoś niesfornego malca, który wysypał na stół swe domki i dopiero jak dorośnie, będzie je porządkować na tym stole. Jeden z przedsiębiorców zamierza wybudować tu łazienki. Bedziemy więc nieco mniej brudni.

E. S., „Głos: tygodnik literacko-społeczno-polityczny” (12) 24 X 1896, R. 11, T. 2, s. 1029

—————————

Ulice brudne, błotniste, z wybojami głębokimi, mają po bokach to ładne kamienice z lustrzanymi szybami, to znów nędzne domki lub sklecone budy mieszkalne z całym zaniedbaniem chwilowego popasu, z niedbałością o jutro lub o jaką taką wygodę. Równocześnie liczne druty, poprzerzucane przez ulice przepaściste, istne zbiorniki śmieci, gnijących resztek i błota, łączą różne biura i prywatne mieszkania siecią telefoniczną, rozsyłają światło elektryczne, zespalają telegraficznie Sosnowiec z całą Europą, a to zestawienie ostatnich wynalazków technicznych z barbarzyństwem tła nadaje całej miejscowości coś sztucznego, chwilowego, jakby nie mającego trwałej podstawy bytu.

[…]

I wchodzimy w schludne, czyściutkie, doskonale wybrukowane Mysłowice, z ładnymi piętrowymi kamienicami, z licznymi bogatymi wystawami sklepowymi, z doskonałymi piwiarniami, marnymi kawiarniami, lichymi wystawami strojów kobiecych. Po niechlujnym i zatęchłym Sosnowcu zdają się być one arcydziełem wykwintu, smaku, elegancji i czystości.

Artur Gruszecki, „Kurier Warszawski”, (8) 20 czerwca 1897, nr 168, r. 77, s. 1się tutaj więcej treści. Zapraszamy wkrótce

Posted by admin in Wystawa planszowa w Emmie

Zabezpieczone:

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Posted by admin