Franz i Ernst – bracia pionierzy

Firma C.G. Schoen była marką, jakbyśmy to dziś powiedzieli, parasolową. Obie sosnowieckie przędzalnie – wybudowana przez Franza w 1879 przędzalnia wełny wigoniowej na Sielcu i druga, wełny czesankowej, wzniesiona przez Ernsta na Środulce w latach 1886-1887 – mimo że zarządzane osobno przez braci, w rzeczywistości były częścią jednego dużego rodzinnego biznesu, na który składały się też fabryki w rodzinnym Werdau, w Zwickau i moskiewskie biuro sprzedaży. Georg Schoen w swoich pamiętnikach przytoczył słowa świętego kontraktu, którego trzymali się krewni: Wszystkie zyski i straty idą do jednego garnka. Synowie mogą pracować we firmie, a córki otrzymując posag i niech się nie wtrącają do interesów.

Motorem napędowym dla rozwoju sosnowieckich fabryk Schoenów było początkowo wsparcie z Saksonii. Z rodzinnych stron Schoenowie sprowadzali doświadczonych majstrów i wykwalifikowanych robotników, którzy posiadali niezbędne know-how i szkolili miejscowych mieszkańców. Początkowo surowiec sprowadzano z Rosji, a później gdy już interes znacznie się rozkręcił, to również z Australii, Ameryki Południowej, Egiptu, Chin i Indii.

Oba kompleksy fabryczne rozwijały się w imponującym tempie a na ich terenie systematycznie powstawały nowe obiekty o funkcjach pomocniczych, warsztaty, magazyny, stajnie, ale też budynki mieszkalne dla pracowników, głównie średniej i wyższej kadry Architektura obiektów przemysłowych była wówczas równie kunsztowna, co budynków mieszkalnych. Fabryka, poza swoją funkcją czysto użytkową, była również swoistą wizytówką właściciela, dlatego dbano o to, żeby budynki były estetyczne i spójne pod względem stylu. Nawet kurnik, usytuowany w kompleksie fabrycznym na Środulce, przy torach Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, zaprojektowany był z dbałością o najmniejsze detale, ciesząc oko dekorowaną elewacją. Na przełomie XIX i XX wieku Reprezentacyjne siedziby lokowano tuż obok fabryki. Chodziło nie tylko o to, by właściciel mógł ściśle nadzorować proces produkcyjny, ale również o względy praktyczne. Ogrzewanie domów mieszkalnych zapewniane było przez system rurociągów, którymi dostarczano ciepło technologiczne pochodzące z fabryki. Schoenowie zastosowali system, który pozwalał na tzw. kogenerację (choć wtedy tak tego nie nazywano) – para z jednego źródła napędzała maszyny, wytwarzała prąd i ogrzewała budynki. Całość stanowiła jeden ogromny i świetnie funkcjonujący mechanizm, prawdziwe, samowystarczalne „miasto w mieście”.

Obie sosnowieckie fabryki stanowiły inwestycję na ogromną skalę, która pochłonęła niemały kapitał przywieziony z Saksonii, ale niewątpliwie szybko się zwróciła. Ernst zatrudniał około 2200 robotników. Przędzalnia na Sielcu była nieco mniejsza, pracowało w niej około 1200 ludzi i kolejne 1000 w fabryce trykotaży. W szczycie produkcji, tuż przed I wojną światową, w przędzalni czesankowej na Środulce było 59 tys. wrzecion, a w fabryce na Sielcu – 40 tys. wrzecion.

Pod kierunkiem mojego brata Ernsta, znanego ze swojej stanowczości i rozsądku, jak też dzięki jego niestrudzonej, pilnej pracy, oraz marki, jaką miała już przędza czesankowa Schoenów, produkty z fabryk z Zwickau, Werdau i w Sosnowicach, gdzie wytwarzano przędzę czesankową, bawełnę i przędzę wigoniową, wkrótce znane były w całym kraju i na całym kontynencie – pisała Fanny Lamprecht w swoich pamiętnikach.

Fabryka na Środulce była większa i rozwijała się szybciej, bo produkowała dobrej jakości wełnę czesankową. Wełna wigoniowa, mimo że dużo tańsza, dość szybko wyszła z użytku, bo była ciężka i łatwo się filcowała . W 1907 roku wskutek katastrofalnego pożaru przędzalnia wigoniowa i fabryka trykotaży w Sielcu doszczętnie spłonęły. Na szczęście udało się uzyskać odszkodowanie. Przędzalnia została odbudowana, ale Franz już wiedział, że musi zdywersyfikować produkcję. W miejsce zakładu dziewiarskiego uruchomiono fabrykę waty higroskopijnej, przędzalnię przędzy odpadkowej i tkalnię grubych ścierek. W szczególności wata była produktem poszukiwanym wówczas na rynku, co pokazuje że Scheonowie potrafili śledzić sytuację gospodarczą i elastycznie na nią reagować.